Ludzie nie chcą być zdrowi. Ludzie chcą się dobrze czuć…

…a to wielka różnica.
Różnica, która sprawia, że ludzie często – zbyt często – podejmują się wyzwania zmiany wyłącznie do momentu uzyskania pierwszej ulgi; dokąd przestaje cisnąć człowieka w człowieku…

Podejmują się działań – różnych: ćwiczeń fizycznych, diet, szkoleń, czytania poradników czy tematycznych lektur, coachingów i oczywiście terapii wszelkiej maści i rodzaju – ale ich nie dokańczają!
Jeśli przyjrzeć się pod lupą, który moment jest decydujący w procesie przerywania tych wysiłków, to paradoksalnie będzie to chwila, gdy ludzie POCZULI SIĘ LEPIEJ.

Dopóki coś im mocno doskwierało, była motywacja do pracy. Ale dobre samopoczucie rzadko kiedy jest motywatorem do konsekwentnego zmieniania swojej rzeczywistości na jeszcze lepszą
Dotyczy to także zdrowia i pracy nad własną kondycją, zarówno fizyczną jak i psycho-emocjonalną.

Moją szczerą intencją w pracy zawodowej jest troska i pragnienie budowania większej świadomości i odpowiedzialności wśród ludzi, którzy postawili na siebie i weszli na ścieżkę rozwoju.
Wymagająca to ścieżka.
Oby z niej nie schodzili zbyt wcześnie…

Kiedy ktoś przerywa swoją terapię, bo już poczuł się wystarczająco dobrze i mimo iż wie, że ma jeszcze sporo zadań przed sobą, nie decyduje się tego skończyć, to odbywa się to zawsze z wielką stratą dla niego, choć może w tym momencie jeszcze nie zdawać sobie z tego sprawy.
Dlatego chcę o tym powiedzieć na głos.

Czynników, które wyzwalają chorobę, złe samopoczucie czy negatywne postawy behawioralne może być bardzo wiele – wymienię tu tylko kilka:
– nagromadzenie starych emocji w pamięci komórkowej,
– dysfunkcje meridianowe,
– szok,
– trauma,
– wady genetyczne,
– zmiany w DNA komórkowym i mitochondrialnym,
– informacje po przodkach z pola rodowego,
– czynniki karmiczne
– zapisy z przeszłych wcieleń
– wiele, wiele innych…

Uwolnienie któregokolwiek z nich przynosi co prawda wielką ulgę i często daje poczucie poprawy komfortu życia w tu i teraz, trzeba jednak pamiętać, że przy niedokończonej terapii, obecność pozostałych czynników może być rzutująca na całość procesu i prędzej czy później da o sobie znać!

Potwierdzą to wszyscy moi Klienci, którzy przerwali terapię z jakiegoś powodu, a potem wrócili do mnie po przerwie ‘bo kolano się znowu odezwało’, ‘dziecko z uporem maniaka znów nie chce współpracować’, ‘kolejny partner ode mnie odszedł’ lub ‘z żoną nadal się kłócimy’… Powrót do poprzedniej terapii po długiej przerwie jest w zasadzie niemożliwy – zaczyna się z punktu wyjścia, który w matrycy cofnął się względem postępów sprzed wyjścia z terapii.
Nie warto.

Osoby świadome, które mają założony cel: np. uzyskać zdrowie, określoną wagę, wyjść z uzależnienia czy nawyków tworzenia nieprawidłowych relacji partnerskich albo z błędów komunikacyjnych, takie osoby będą pracować nad sobą konsekwentnie nawet wtedy, gdy już poczują się dość dobrze. Wyższa krzywa na biogramie emocjonalnym ich nie zmyli. Rozumieją, że proces uwalniania starych zapisów z biopola rozkłada się na etapy i nie da się ocenić wyników gry od razu przy pierwszej bazie.

Jak bardzo życzę ludziom takiej świadomości.
Jak bardzo pragnę, by wszelki autosabotaż stał się świadomym udziałem człowieka.
Jak bardzo marzę o tym, byśmy jako ludzkość zdołali odzyskać własne moce i poczucie sprawczości do zarządzania własnym życiem zgodnie z wolną wolą, a nie bez jej udziału…

Oczywiście kluczowym elementem w świadomym sterowaniu procesem własnej zmiany jest dojrzałość i odpowiedzialność.
Których nam społecznie brakuje i to bardzo…
Bez których niemożliwe jest osiąganie celów wysoko postawionych, z definicji bowiem nie są one łatwe w osiągnięciu i wymagają poświęcenia.

Dlatego przed przystąpieniem do terapii warto się dobrze zastanowić nad jej celem:
Co chcę osiągnąć tym wysiłkiem?
Co będzie dla mnie papierkiem lakmusowym mojej zmiany?
Po czym poznam, że mam pożądany efekt?

Terapeuta/coach/konsultant może poinformować klienta o proponowanej strategii działania i powinien to zrobić na początku, rzecz jasna. Praktyka jednak pokazuje, że jeśli klient nie zdaje sobie sprawy z tego, że pierwsze oznaki poprawy nie świadczą o skończonym procesie zmiany, to proces ten może zostać brutalnie przerwany, co skutkuje pogorszeniem często już nie tylko samopoczucia ale i zdrowia.

Z punktu Biologii Totalnej ujmując: odkodowanie któregoś konfliktu wywołującego, przy braku uwolnienia konfliktu programującego, będzie wywoływać reakcję szyny i wpuszczać ciało w znany mu schemat chorobowy.
Pół biedy, jeśli konflikt był mały – po prostu się wtedy cyklicznie powtórzy w większym wydaniu.
Problem zaś rośnie w momencie, gdy leczenie człowieka obejmuje zabiegi chirurgiczne, usunięciu podlegają całe narządy lub tkanki i mózg automatyczny nie będzie miał gdzie w przyszłości wyświetlić starych, nieuwolnionych konfliktów. Będzie musiał je przenieść na inne komórki czy organy, które przejmą funkcje chorobowe, co z kolei często wywołuje liczne konflikty wtórne i nagromadzenie wtórnych emocji.

Jasne, że często w terapii końca nie widać i często spotykam się z pytaniami typu ‘Ile można zgłębiać?!’ czy ze stwierdzeniem, że ‘ja to już się dokopałam chyba do Adama i Ewy w tych pracach’! 😉
Znam ten stan nie tylko z praktyki zawodowej ale i z życia prywatnego również. Współodczuwam z wszystkimi tymi, którzy teraz wiedzą, o czym mówię 🙂

Ale na pocieszenie trzeba powiedzieć, że jest taki moment, w którym można zrobić przerwę w pracy nad sobą i własnym autorozwojem. Ba! Nawet trzeba!
Chodzi tylko o to, by motywacją do takiej decyzji nie było lepsze samopoczucie a lepsze zdrowie.
Nie substytut zdrowia a pełne uzdrowienie!

Nie ma chodzić o to, by było wystarczająco dobrze.
Na tyle tylko, by nie czuć dyskomfortu, niewygody, dojmującego lęku czy smutku.
Ma chodzić o to, by było prawdziwie dobrze i ludzie, którzy to osiągnęli wiedzą, jaka to kolosalna różnica!

Czego serdecznie życzę każdemu z Was ❤

Z Miłością i Światłem ❤

Magda Wdowiak