Kiedy choroba organu nie jest związana z konfliktem emocjonalnym, a wyłącznie z konfliktem samego organu

Podejmę teraz dość kontrowersyjny temat w kontekście nauki metody Biologii Totalnej (BT), (a już tym bardziej Germańskiej Nowej Medycyny (GNM)). Prędzej zgodzi się tu ze mną lekarz medycyny konwencjonalnej tym razem – wyjątkowo 😉
Chodzi mi o to, by powiedzieć, że czasem sygnały płynące z mózgu automatycznego do ciała, spływają do konkretnej tkanki w konkretnym organie nie dlatego, że zaistniał specyficzny konflikt psychoemocjonalny decydujący o jego lokalizacji właśnie tamże.

Czasem – i oczywiście dzieje się to zdecydowanie rzadziej, ale jednak – a więc czasem sygnał zostaje skierowany właśnie do konkretnego narządu, a nie gdzie indziej (choć mogłoby tak być!) wtedy, gdy narząd czy organ był wcześniej osłabiony innymi bodźcami i nosi w sobie ślady pamięci takiego wcześniejszego zdarzenia.
Innymi słowy: tkanka osłabiona wcześniejszym konfliktem, z której nie została wyprowadzona pamięć emocjonalna o tym konflikcie, może ściągać na siebie kolejne konflikty, a w konsekwencji dysfunkcje i choroby.

Najlepiej to będzie przedstawić na przykładzie:
Wyobraźmy sobie Anię, która wybrawszy się na przejażdżkę rowerową, ulega wypadkowi.
Pech chciał, że wypadek jest dość poważny, Ania przelatuje przez kierownicę i upada na chodnik mocno poobijana. Największym z nich okazuje się stłuczenie (oby nie pęknięcie!) wątroby – ot, kierownica wbiła się w trzewia zbyt poważnie, ciało Ani to bardzo odczuło. Ciało natychmiast zapamiętuje wszystkie te urazy, jasna sprawa…
Mija wiele lat od tamtej pory.
Ania o wypadku rowerowym dawno zapomniała, niby nic się wtedy nie stało, wszystko się do wesela zagoiło.
Ale teraz przeżywa ostry konflikt terytorialny w swojej rodzinie.
Pojawiają się u niej silne emocje: złość, wrogość, uraza…
Mózg automatyczny Ani mógłby skierować sygnały o tym konflikcie do kilku różnych tkanek: do dróg żółciowych, dróg trzustkowych, dróg wątrobowych, pewnie jeszcze w kilka innych miejsc…
Jak myślicie, gdzie skieruje ten sygnał?
Do wątroby, oczywiście.
Dlaczego?
Dlatego, że tam nadal pozostaje pamięć komórkowa o wcześniejszym uszkodzeniu.
To dlatego ludzie często skręcają sobie tą samą kostkę, łamią te same kości (choć oczywiście już w innym miejscu), wchodzą w bóle przewlekłe…
Pisałam o 'magnesach’ we wcześniejszym poście, pamiętacie?
To też są takie magnesy: nasze dawne historie, przeżycia, zdarzenia…
Wniosek dla tych, co już wszystko wiedzą i chcą skończyć czytać: 😉
To, co można zrobić, by się ustrzec powtarzających się problemów ze zdrowiem, to usunąć wszelką pamięć komórkową i emocjonalną z ciała.
Dziękuję za uwagę 🙂
A dla tych, co lubią rozważania w Biologii Totalnej, uczą się o człowieku i chcą lepiej zrozumieć rzeczywistość – swoją własną i na poziomie ogólnym – idziemy dalej.
Po pierwsze wprawne w temacie oko od razu zauważy problem i spyta:
a dlaczego Ania uległa wypadkowi rowerowemu?
Czy to przypadek?
Od kiedy to Magda Wdowiak pisze o pechu? 😉 😃
I jasna rzecz – chwalę teraz każde wnikliwe oko – że nie należy tego bagatelizować, bowiem ŻADEN WYPADEK NIE JEST NIGDY PRZYPADKOWY!
Na pewno był powód, dla którego Ania wylądowała na glebie zamiast wygodnie pedałować dalej na siodełku.
Ci, co wiernie śledzą każdy krok metody BT bardzo chcieliby teraz usłyszeć, że skoro u Ani oberwała wątroba, to z pewnością Ania cierpiała na silne poczucie jakiegoś braku, być może była w dzieciństwie głodzona albo w tamtym momencie przeżywała jakiś inny emocjonalny konflikt powiązany z wątrobą (więcej o tym w webinarze o wątrobie – jest ich w sumie 5), ale fakty są takie, że niekoniecznie musiało tak wtedy być. Niekoniecznie też w rodzinie Ani wszyscy musieli chodzić notorycznie pijani, jak i sama Ania…
Okazuje się bowiem, że ów wypadek mógł się wydarzyć wyłącznie dlatego, że w tamtej pamiętnej chwili Ania była zbyt mało obecna świadomością w tym, co robi – czytaj: dokąd pedałuje – i jej mózg automatyczny uznał to za zbyt niebezpieczne i aby nie doprowadzić do poważniejszej tragedii (np. aby Ania nie wjechała pod koła jakiegoś samochodu), przyciąga do Ani wywrotkę, sprowadzając Anię na Ziemię.
Halo, Ziemia! – odezwał się do Ani Wszechświat w ten sposób…
Być może, że nieuważność Ani nie była aż tak wielka, ale jednak na tyle spora, że nie pozwoliła jej dostrzec na czas jakiegoś kamienia na drodze, śliskiej jezdni czy stada skaczących żab.
Upadek na rowerze jest wtedy dla mózgu automatycznego doskonałym rozwiązaniem konfliktu samego w sobie: pozwalam ci teraz wyjść z tej sytuacji w ten sposób! Fajnie, że skorzystałaś!
To cena za brak przytomności umysłu…
Tyle zdań, by opisać to, co potem w gabinecie lekarze mówią jednym słowem: wypadek! 😉
Ale my rozróżniamy poziomy przyczyn tych wypadków.
W poszukiwaniu pierwotnej pra-przyczyny chcemy wiedzieć, co się wtedy zadziało.
Prawda, że chcemy?
Po co tego chcemy?
Po to, by to wyeliminiować na przyszłość.
Albo z poziomu zachowań – bądź bardziej uważna, czujna, nie myśl o kilku rzeczach naraz, jedziesz – myśl o tym, że jedziesz, skoncentruj się, bądź w tu i w teraz itd., albo z poziomu emocji i konfliktu.
Pomysł na ten wpis powstał któregoś pięknego dnia, kiedy przechodząc przez drzwi, uderzyłam się łokciem o futrynę w miejsce, które powstało w człowieku tylko po to, by bolało, jak się w nie uderzy…
Znacie to miejsce?
Dzień przestał być piękny 😜
Teoria na tego typu uderzenie jest taka: jaki przodek ucierpiał wskutek emigracji, wysiedleń, przesiedleń? Teraz ty nie umiesz się odnaleźć w przestrzeni, trafić we właściwe drzwi itp.
Teorię przerabiałam kilka razy: mam uświadomione wszystkie emigracje wszystkich przodków, wszystkie straty majątków, wysiedlenia, przesiedlenia itd.
Uwolnione wszelkie emocje w związku z tym.
I co?
I znowu się uderzyłam!
Więc czy to TEN konflikt?
Nie.
To 'zwyczajna’ nieuważność.
Mózg przywołuje nas na planszę 3D, kiedy odlatujemy zbyt wysoko.
MOŻEMY FRUWAĆ WYSOKO, MOŻEMY PROWADZIĆ ŻYCIE W DUCHOWOŚCI CZY W UMYŚLE, ALE POD WARUNKIEM, ŻE JESTEŚMY SKONTAKTOWANI Z ZIEMIĄ.
Ci duchowo rozwinięci od razu wyciągną kolejny wniosek (którego już niestety nie poznają ci, co przestali to czytać dawno temu): jest dobrze zadbać o swoje prawidłowe uziemienie.
Łącząc tą całą wiedzę ze sobą:
wystarczy, że raz ktoś był wystarczająco nieobecny, aby zasłużyć na „karę grawitacji” i już mózg automatyczny tworzy sobie notatkę na ten temat. Potem w chwili stresu otworzy ten notatnik i pójdzie na skróty: nie będzie tracił zbyt wiele energii na wymyślanie nowych lokacji dla materializacji danego stresu, bo – teraz proszę o uwagę! – SKORO ORGANIZM RAZ SOBIE PORADZIŁ Z CHOROBĄ W TYM MIEJSCU, TO ZNACZY, ŻE MA JUŻ TĄ ZDOLNOŚĆ WBUDOWANĄ W SWÓJ SYSTEM ALGORYTMÓW I JEST WIELCE PRAWDOPODOBNE, ŻE PORADZI SOBIE Z NIĄ PO RAZ KOLEJNY, prawda!?
Przecież wtedy nie umarł = poradził sobie.
Po co szukać nowych lokacji i podejmować ryzyko, że będą gorzej obsłużone technicznie?…
Mądre?
Sprytne?
Oszczędza energię?
Przedstawiłam tu pewien koncept, który działa w praktyce o wiele częściej niż myślimy i na pewno o wiele częściej niż by tego chcieli miłośnicy Biologii Totalnej, którzy uwielbiają dociekać i dzielić włos na czworo.
Czasem trzeba odpuścić i przyjąć najprostsze rozwiązanie.
Nie powiedziałam, że zawsze.
Ale trzeba wiedzieć kiedy.
I że w ogóle można.
Można.
To pozwala człowiekowi spokojnie zasnąć w przypadku, gdy naprawdę nie ma odpowiedzi na pytanie: dlaczego ktoś obił się małym palcem o łóżko po raz kolejny a inny ma dwa białe włosy w brwiach ale tylko po jednej stronie?…
Czy ja bagatelizuję temat?
Nie.
Znacie mnie bardzo dobrze, byłabym ostatnia do tego.
Zawsze jestem bardzo zaangażowana w Sprawę i jak detektyw stoję pierwsza na posterunku w gotowości do poszukiwań odpowiedzi na wszelkie pytania o ciało.
I właśnie z tej pozycji pozwalam sobie o tym pisać.
Niech mi wybaczą wszyscy mądrzy Konsultanci BT ten kreskówkowy opis przypadku.
Czasem tak jest łatwiej komuś coś wyjaśnić niż przez tony naukowych opracowań.
Mam nadzieję, że mi się to udało, gdyż taka była intencja tego wpisu!
Luzujemy, Kochani, luzujemy!
Z Miłością i Światłem ❤
Magda Wdowiak